Rozstania

Rozstania bywają co do zasady dziwne. Rozstajemy się z jakiegoś powodu i powinniśmy się czuć dobrze z podjętą decyzją, a jednak cierpimy. Dlaczego? A to dlatego, że przeważnie rozstajemy się za późno... albo za wcześnie. Za późno jest wtedy, kiedy między ludźmi którzy się dotąd kochali, przyjaźnili nie ma już szacunku i lubienia się. Za wcześnie jest natomiast wtedy kiedy mamy poczucie "co by było gdyby" - czyli czy można było zrobić coś jeszcze by jednak ten związek uratować. Sztuką jest rozstać się w porę.
Nawet gdy to się uda to i tak odczuwamy pewien smutek - miejsca które nas otaczają, krzyczą do nas wspólnymi wspomnieniami, raptem radio gra tylko "nasze" piosenki, telefon jakoś dziwnie parzy w rękach itp. Boli powrót do "ja", "ty" - zamiast "my". Mnie osobiście najbardziej zawsze bolało uświadomienie sobie, że raptem w "moim" życiu dzieją się wydarzenia bez tej, mojej, osoby. Bez możliwości poinformowania jej o tym, bez wspólnego przeżywania. Jakby spadały w jakąś przepaść gdzie traciły na znaczeniu. Moja wyobraźnia zawsze wyświetla mi taki obrazek rozwidlającej się drogi. Wspólne marzenia rozdzielają się, bywa także że następuje podział przyjaciół i znajomych. Inną rzeczą która mnie boli, to konieczność schowania tych wszystkich pięknych, wzniosłych uczuć i wyciągniętych dłoni... Pohamowanie chęci przytulenia, pogłaskania czy pocałowania... Niektórzy przyrównują rozstanie do utraty na skutek śmierci najbliższej osoby, wskazując iż trzeba pozwolić sobie na przejście przez wszystkie etapy żałoby: zaprzeczenie, gniew, targowanie, depresję i akceptację. Co więcej - rozstania mogą powodować wręcz objawy fizyczne. Mózg rejestruje odrzucenie (rozstanie) w obszarze odpowiedzialnym za ból fizyczny co może nawet czasem powodować gorączkę. U starszych par (częściej u kobiet niż u mężczyzn) zdarza się nawet występowanie kardiomiopatii takotsubo, tj. zespołu złamanego serca. Dr Marcin Fijałkowski tak opisuje tą jednostkę chorobową:
"W ostrym okresie lewa komora serca przybiera właśnie kształt takotsubo – tłumaczy dr Fijałkowski. – Jeden fragment lewej komory serca kurczy się bardzo mocno, inny jest rozdęty jak dzban i przestaje funkcjonować. Zadziwiające jest, że po kilku dniach, czasem tygodniach choroba ustępuje i nie pozostawia w mięśniu sercowym śladów. Nie oznacza to jednak, że pacjent nie wymaga w tym okresie żadnego leczenia.
– W momencie, gdy pacjent do nas trafia, ma typowe objawy zawału. Podobne do bólów wieńcowych dolegliwości w klatce piersiowej lub duszność, zmiany w zapisie EKG, podwyższony poziom enzymów sercowych i biomarkerów – wylicza dr Fijałkowski. Dopiero koronarografia wykazuje, że w naczyniach wieńcowych nie ma zmian i serce nie jest uszkodzone. Mimo to pacjent trafia na oddział intensywnej terapii, bo w ostrej fazie mogą wystąpić powikłania identyczne jak w prawdziwym zawale"
Ale żeby nie było tak dramatycznie, to nie tylko negatywne emocje mogą wywołać takie objawy. Również nadmierne szczęście np. wygrana w Lotto może przyczynić się do wystąpienia ww. zespołu.
Co ciekawe u mnie ten bolesny i ckliwy czas często owocuje w większą niż zwykle potrzebę grafomanii - w postaci smętnych wierszy, straszących swym złym i "podlotkowym" stylem. Jakby niemożność komunikowania się w dotychczasowy sposób i w dotychczasowej formie z osobą, która opuściła moje życie wymuszała na mnie przerzucenie tego wszystkiego na papier. Czasem jednak bywa inaczej... czasem jest tak, że słowa utykają na czubku pióra, jakby przelanie ich na papier, miało przypieczętować definitywny koniec albo ich waga była zbyt duża. Tak jest trochę dziś... mogę pisać na około... ale bez pisania "o tym". Jedyne na co się zdobyłam to:
Pozwalamy nam odejść
W różne strony,
W różne światy.
Na drogę, obok czekolady
Spakowałam myśli swoje
Miłość swoją
oraz list na gorsze czasy.
Zostawiłeś mi poduszkę pachnącą
swymi opalonymi ramionami
i koszulkę Twoim sercem szepczącą.
"Kocham Cię" mówione coraz ciszej
Coraz dalej.
Łapczywe zapamiętywanie ostatniego spojrzenia.
Twoja ciężka torba na ramieniu
spuszczona nisko głowa
oraz wolny krok do auta.
Tęskność bezbrzeżna za Twym głosem
Dotykiem, sercem, śmiechem
Podbiła mnie w jednej chwili
Gdy nasze usta się rozłączyły.
"Damy radę", "Będzie lepiej"
Czy na pewno? Tego nie wiem.


Komentarze