Pamiętniki, listy i Travel Journal

Moja pasja do pisania i wyklejania różnych rzeczy, dzięki obecnemu trendowi, zyskała nazwę - #scrapbooking albo art #journaling. Oczywiście nazwa anglojęzyczna w jakiś "magiczny" sposób nobilituje to zajęcie - "pamiętnikarstwo" nie brzmiałoby tak elegancko. I tak oto po wielu latach pisania pamiętników (ponad 20), dotarłam do takiej artystycznej formy, która mi odpowiada. Przy czym przestałam się przejmować czy będzie się to podobało komuś - ważne abym ja była zadowolona z tego w jaki sposób zaopiekuję moje wspomnienia. O ile podoba mi się zamieszczanie wydzieranych kartek ze starych książek, tak nie odważyłabym się by własnoręcznie takowej kartki wyrwać. Korzystam z nich dzięki uprzejmości moich #PenPals albo ze znalezionych i życzliwie udostępnionych luźnych kartek, znalezionych w antykwariacie. Stąd mogę z całą stanowczością powiedzieć, że z mojej ręki żadna książka nie ucierpiała :)

Znalezienie odpowiedniego formatu dla siebie zajmuje trochę czasu - to jak dopasowanie butów. Na samym początku swej wędrówki po meandrach wytworów celulozowych nigdy nie przypuszczałabym, że oto taki format będzie mi najbardziej pasował - mało kartek, wąski... a jednak. Pięknie eksponuje to co najważniejsze, a i trzeba wiedzieć co się chce zawrzeć na tak ograniczonej powierzchni. Potem nadszedł czas na znalezienie własnego stylu.
I tak oto powstaje tło gotowe do opisania wydarzeń, emocji - radości i smutków. Zachęcam każdego z chociażby minimalnym zacięciem artystycznym lub literackim do spróbowania. Doskonale wycisza, relaksuje i przechowuje ulotne chwile.


Komentarze