Początki zawsze są najtrudniejsze

To nie jest mój pierwszy blog. Nie jest nawet drugi czy trzeci. To jest czwarte podejście do pisania i prowadzenia bloga. Poprzednich blogów nie porzucałam (jestem stała w uczuciach). Jestem "ofiarą" licznych zmian i usuwania blogów, które około dwóch lat temu stało się dość powszechne. Zastanawiałam się nad ich zachowaniem, wydrukowaniem, zapisaniem czy przeniesieniem na inną platformę. Uznałam jednak, że może jest to pewnego rodzaju closuer. Takie w stylu wybełkotanego przez Rachel wyznania, pozostawionego w formie wiadomości głosowej dla Ross'a. Dla tych, którzy pochodzą z innych czasów niż ja - "babcia" M. - to mowa jest o postaciach serialu "F.R.I.E.N.D.S.". I tak przepadły moje lata licealne, pełne ckliwych "kocha/nie kocha". W niepamięć poszły wiersze, które chyba tylko dla mnie przedstawiały jakąś wartość. W końcu przepadła moja opowieść genealogiczna. To ostatnie "wymazanie" chyba zabolało mnie najbardziej, gdyż byłam z tego co tam się znajdowało dumna - zarówno z treści jak i badań oraz niemalże wykopalisk dokonywanych przez około 8 lat.
Pisanie było mi bliskie odkąd tylko pamiętam. Przybierało formę pamiętników, blogów, listów i liścików. Listy pisuję do tej pory (tak, takie w kopercie i ze znaczkiem), tak jak i pamiętniki (tudzież "żalniki" - gdy nastrój jest gorszy). Stąd przyszedł czas na ponowne podejście do bloga. Może twierdzenie, że do trzech razy sztuka jest przereklamowane?


Komentarze